Nie cichną jeszcze echa sprawy „fikuśnej kreatywności pani Anny” a już dostałam sygnał o nowym fotografie ślubnym, który chodzi na skróty przez przepisy prawa autorskiego. Ręce opadają. Ile czasu trzeba poświęcić na napisanie kilku akapitów tekstu? Najwyraźniej są ludzie, którym myślenie o literach i składanie ich w całe słowa sprawia sporą trudność – jednym z nich jest Pan Marek Heinze. Nasz dzisiejszy bystrzacha.
Znamienne dla naszych „kreatywnych inaczej” jest zwyczaj okraszania „materiału dowodowego” wielką fotką własnej twarzy przysłoniętej cyfrówką co ma stanowić jasny przekaz, iż oto mamy do czynienia z profesjonalistą. Daj Boże.




